Wszystko w Surface jest okrutnie straszne. I nie mówię tu o morskich potworach czy tajemniczych spiskach służb specjalnych. Zaczynając od efektów specjalnych, które za często przypominają prace uczniów bydgoskiego ogólniaka na zajęciach z informatyki, a kończąc na scenariuszu i grze aktorskiej, wszystko jest po prostu straszne. Najbardziej rozczarowujące w Surfach jest chyba brak oryginalności, nowatorskości i kreatywności samych twórców serialu. Nie ważne jak to nazwać, ale Surface jest jedną ogromną kalką kilkunastu popularnych seriali, filmów Si-fi z ostatnich paru dekad. Szczerze powiedziawszy podejrzewam, iż producenci nabyli w księgarni dzieło „100 Najlepszych Filmów Si-fi”, gorliwie przestudiowali i pod koniec burzy mózgów, która trwać musiała jakieś sześć minut, wymyślili Surface. Efektem ubocznym tych wszystkich potworności jest swoista komediowość serialu. Inteligentną, dociekliwą i odważną panią biolog, dr. Laura Daughtery, zagrać musiała piękna, wysportowana, wysoka blondynka. Jej doskonałość podkreśla też to iż radzi ona sobie z wychowaniem kilkuletniego synka i prowadzeniem badań naukowych jednocześnie. Pamiętajmy też, że przez cale studia pracowała jako kelnerka żeby zarobić na utrzymanie. Wydawałoby się, że jest doskonała. Niestety jest tylko kobietą i mimo że na własne życzenie zamyka się w metalowej cysternie i każe spuścić się na dno oceanu, nie okazując przy tym oznak strachu i wyglądając wyjątkowo seksownie, gdy ścigają ją wysocy i rośli mężczyźni w ciemnych garniturach, biedaczka zupełnie traci kontrole i jej prawdziwa kobieca natura bierze górę. Problem ten szybko zostaje rozwiązany, gdyż dołącza do niej opiekun i stróż, silny, opanowany i odważny mężczyzna: Rich Connelly. Do jego zdrowia psychicznego można by się było przyczepić ale w sytuacjach kryzysowych gdy trzeba przykręcić wielką zardzewiałą śrubę albo postraszyć złych agentów pistoletem, chłopak radzi sobie wyjątkowo dobrze. Zapomniałbym że bardzo dobrze prowadzi samochód bo pani biolog wydaje się być jakaś taka strachliwa gdy trzeba pędzić po autostradzie. Kolejnym przezabawnym wątkiem jest historyjka nastolatka, Miles Bennett’a. Nie jest to oczywiście opowieść o zdrowym, popularnym, wysportowanym uczniu amerykańskiego liceum, ale jak można się było domyśleć lekko zagubionego odludka, który czas wolny woli spędzać w swoim pokoju niż na prywatkach u znajomych. Na szczęście twórcy serialu zadbali aby cera biednego nastolatka pozbawiona była jak powszechnych w tym okresie wyprysków. To jednak było by wyjątkowo nieestetyczne i niesmaczne. To co rożni naszego bohatera od milionów problemowych nastolatków seriali to fakt, iż jak dla drugiej grupy największym problemem egzystencjalnym są pojawiające się właśnie włosy łonowe, tak dla niego poważnym problemem jest morski stwór, którego hoduje w wannie. Wiemy też dobrze, że to właśnie ten stwor pokaże całemu światu jakim dobrym, wartościowym i fajnym kolesiem jest nasz biedny i niedoceniany nastolatek. Związek z obślizgłym, zielonoszarym stworem pomoże mu zatem zaakceptować swoje włosy łonowe i dołączyć do grona nastolatków zapraszanych na prywatki. Kiedyś nakręcono film z bardzo podobnym założeniem, chodziło jednak wtedy o stwora z kosmosu.
Takich kalek w Surface są tysiące. Tajemniczy naukowiec, pracujący dla tajnych służb rządowych, jest oczywiście stary, ekscentryczny i mówi z dziwnym wschodnioeuropejskim akcentem. Można by było opisywać w nieskończoność. Wydaje się zatem, że jeśli stoisz przed wyborem oglądania Surface czy szorowaniem kuchenki w swoim domu, to ta druga opcja będzie z pewnością zabawniejsza i bardziej wciągająca. I właśnie tu pojawia się problem. W całej swej beznadziejności Surface jest wspaniałym przykładem rozrywki domowej. Choć dobrze wiemy co stanie w następnym odcinku i tak naprawdę podejrzewamy już jakie jest rozwiązanie zagadki po jakiś dwunastu minutach pierwszego odcinka, i choć bohaterowie w najlepszym przypadku są tylko zabawni, to serial ten prawdziwie uzależnia. Po pierwszym odcinku skakać będziecie z podniecenia, podobnego trochę do uczucia gdy na swoim ulubionym sklepie z butami dość niespodziewanie widzicie wielki napis: wyprzedaż 70%. I właśnie o to chyba w tym wszystkim chodzi. Surface nie obiecuje wysublimowanej rozrywki, artystycznego filmowego doświadczenia. Gwarantuje za to doskonała zabawę. Wszystkie wady serialu to w rzeczywistości to jego zalety. Przewidywalność zapewnia nam, iż opowieść nie będzie za bardzo kłopocząca. Proste profile bohaterów nie wymagają zaangażowania i głębszej analizy. Cała historyjka krzyczy i ocieka nie realnością. Nie znajdziecie w serialu ani jednego obrazka bądź słowa, które mogłoby spowodować refleksje, zakłopotanie czy potrzebę dewaluacji swoich dotychczasowych przekonań. Surface daje nam wyłącznie rozrywkę. Potwory, głębie oceanu, tajne spiski, estetycznych bohaterów, ucieczki, pościgi, krew, pot, podarte bluzki, pierwsze pocałunki, miłość i śmierć. Cały pakiet który gwarantuje dobrą zabawę. Należy zatem zamówić pizze, nabyć wino, absolutnie wystarczy takie za 16.99 złotych, zasiec w fotelach, krzesłach i kanapach i dobrze się bawić. Surface będzie doskonałym dodatkiem do wieczoru w domu z przyjaciółmi, rodziną bądź samemu. Pamiętać wtedy trzeba żeby nie zamawiać dużej pizzy, z butelką wina na pewna sobie poradzicie.
Grzesia
|